|
Julio Hernandez
Dziękuję bardzo za możliwość spotkania się z Państwem. Tym, który powinien siedzieć na moim miejscu jest Oswaldo Payá Sardiñas. To on został zaproszony przez Pana Lecha Wałęsę i na niego Państwo czekaliście. Niestety, rząd naszego kraju nie wyraża zgody na przyjmowanie tego typu zaproszeń. W taki sposób jest się więźniem we własnym kraju. Ruch, którego początek sięga roku 1980 zakładał, że na Kubie - która już sama w sobie jest krajem bardzo złożonym, gdzie pokolenia wychowały się w panującym obecnie systemie, nie pamiętając, czym jest demokracja - istniała możliwość stawienia czoła wyzwaniom, inna niż wybuch powstania. Działalność, jaką prowadzimy ma na celu uzyskanie dla Kubańczyków praw - tego się domagamy. W 1980 roku nawiązaliśmy kontakt z Oswaldo Payą, żeby wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem alternatywnym dla rebelii. Z tamtego okresu pochodzi strategia doprowadzenia do zmiany pokojowej, którą rozwijaliśmy w wielu aspektach. Najprawdopodobniej tym, który przyczynił się do rozpowszechnienia tej strategii był Jego Świątobliwość Jan Paweł II, który w 1998 r. odwiedził Hawanę. Wtedy trwało już zbieranie podpisów pod Projektem Varela. Podczas wizyty na Kubie Papież powiedział: „Zmiany musicie przeprowadzić Wy, Kubańczycy. To Wy jesteście bohaterami historii”. Rzeczywiście, Projekt Varela należy do historii kubańskiej, i ma w niej swoją rolę. My, którzy nad nim pracujemy nie jesteśmy ruchem emigracyjnym, poza wyspą mamy tylko dwóch reprezentantów. Musimy dwoić się i troić, żeby dotrzeć do miejsc na świecie, gdzie chcemy, żeby nas dostrzeżono. Prawda jednak jest taka, że korzenie naszego ruchu są na Kubie, opierają się o prawo ustanowione przez kubański rząd, komunistyczną konstytucję, gdzie znaleźliśmy klauzulę mówiącą o suwerenności, która pozwala obywatelom ubiegać się o przeprowadzenie zmian, po uprzednim zebraniu dziesięciu tysięcy podpisów. I tej działalności poświęciliśmy się po wizycie Jana Pawła II. Zebranych zostało ponad dziesięć tysięcy podpisów. Przedstawiliśmy je przed Zgromadzeniem Narodowym Władzy Ludowej. Wszyscy pamiętają reakcję rządu. Ten zawsze działał w oparciu o mobilizację społeczeństwa. Zmobilizowanych zostało dziewięć milionów obywateli, choć nie było to dziewięć milionów posiadających prawo głosu. My, przeciwnie, mieliśmy zebranych jedenaście tysięcy podpisów osób uprawnionych do głosowania, z wszystkimi danymi osobowymi, którzy złożyli je pomimo grożącego im ryzyka represji i apartheidu, a w rezultacie utraty zatrudnienia u jedynego pracodawcy, jaki na Kubie funkcjonuje, czyli rządu. Świadomi konsekwencji obywatele złożyli podpisy. W następstwie, rząd anulował niektóre zapisy konstytucji. Tym, czego nie mógł zrobić było zniesienie samej konstytucji. Artykuł 135, czyli klauzula mówiąca o suwerenności, nadająca moc prawną Projektowi Varela, wciąż widnieje w konstytucji. Nie można było jej anulować. Dlatego kontynuowaliśmy naszą pracę. Wbrew temu, co twierdził rząd, mówiąc że Projekt Varela umarł śmiercią naturalną; wbrew temu, co mówiła część opozycji, że Projekt Varela należy do przeszłości. Projekt Varela był realizowany, wciąż zbierano podpisy. Rezultat był taki, że dwadzieścia pięć osób działających przy Projekcie zebrało dodatkowych czternaście tysięcy podpisów. Projekt Varela został przedstawiony w 2002 roku. Rząd złamał ustanowione przez siebie prawo i przyjął pozycję pasywną, o czym już wspomniano - od 2002 roku nie zwołano żadnego kongresu Partii Komunistycznej. Wiedzieliśmy, że naród nie będzie czekał z założonymi rękami. Powołaliśmy zatem do życia dialog narodowy, mając świadomość, że to my - naród kubański, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Kubańczycy są zróżnicowani. Są wśród nas zwolennicy rządu, są opozycjoniści, ale są też tacy, którzy nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat tego, co się dzieje, ponieważ jedynymi informacjami, jakie do nich docierają, są te przedstawiane przez rząd kubański. Zaproponowaliśmy wobec tego dialog narodowy i od dwóch lat działamy na rzecz tego procesu. Wzięło w nim udział siedemnaście tysięcy Kubańczyków, zarówno tych mieszkających na wyspie, jaki i przebywających na wygnaniu. W dialogu tym, składającym się ze 180 stron, i którego streszczenie nosi tytuł „Wszyscy Kubańczycy”, omawiany jest każdy aspekt kubańskiej rzeczywistości. Program dotyczy wprowadzania stopniowych i pokojowych przemian, przechodzenie z systemu totalitarnego na demokratyczny. Żaden kraj nigdy nie mówił nam, czego od nas wymaga ani co mamy robić. To my, Kubańczycy, powiedzieliśmy: - Chcemy utrzymać to, chcemy zlikwidować tamto. Takie podejście jest niezbędne dla budowania przyszłości Kuby. Jest to chwila, kiedy objawia się wzajemna solidarność wszystkich ruchów. Jest to dla nas niezwykłe potwierdzenie, że istnieje możliwość zaprowadzenia demokracji, a inspiracją dla nas jest ruch solidarnościowy. Chciałbym Państwa jeszcze raz zapewnić, że my, Kubańczycy, pracujemy bez ustanku, nie stoimy w miejscu z założonymi rękami. Na wielu konferencjach poświęconych tematyce gospodarczej słyszałem opinie, że to sami Kubańczycy zadecydują o możliwości otwarcia ekonomicznego. Nie mamy najmniejszej wątpliwości, że kiedy społeczeństwo osiągnie wolność, kubańska przedsiębiorczość, kapitał znajdujący się na emigracji będą w stanie stworzyć wielką ekonomiczną siłę. Najpierw jednak musimy zdobyć prawa, których w tej chwili nie posiadamy. Aby osiągnąć ten cel potrzebne jest zaangażowanie wszystkich Kubańczyków. Nie tylko tych przebywających na emigracji. Nie mogą zrobić tego też jedynie Kubańczycy mieszkający na wyspie. Nie możemy pozostawić sobie samym tych, którzy kiedyś w którymś momencie uwierzyli w komunizm. Naród kubański musi się ze sobą pojednać. Pojednani i wspólnymi siłami będziemy mogli osiągnąć to, o co cały czas walczymy: wolność. przeł. Marcin Sarna
|