Transformacja w Europie Środkowo-Wschodniej w ujęciu porównawczym: wnioski dla Kuby
prof. Leszek Balcerowicz
To, co przedstawię, wynika z masy badań, które zostały przeprowadzone w ciągu ostatnich kilkunastu lat nad przemianami państwa, gospodarki i społeczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie dawnej był socjalizm. Ustrój socjalistyczny czy komunistyczny miał trzy zasadnicze cechy. Po pierwsze skrajnie ograniczone były wszelkie indywidualne wolności - wolności gospodarcze i pozagospodarcze. Jeśli chodzi o gospodarcze to zakaz prywatnej przedsiębiorczości - istota socjalizmu - było najbardziej drastycznym ograniczeniem wolności gospodarczej. Ale był także zakaz legalnego rynku, bo przedsiębiorstwa państwowe podlegały centralnemu planowaniu. Pieniądz był niewymienialny na inne pieniądze, co oznaczało, że jeśli ktoś chciał importować lub wyjechać za granicę musiał poprosić o to władze, co miało znaczenie również pozagospodarcze, bo jak władzy się nie podobał, to nie dostawał dewiz. Nie było swobody podróżowania. Media były kontrolowane, zarówno z zewnątrz przez cenzurę, jak i wewnątrz przez autocenzurę. I to jest pierwsza cecha: skrajne zawężenie wolności. Nikomu w świecie nie udało się zbudować dobrobytu na skrajnym zawężeniu wolności. Istota marksizmu, moim zadaniem, polegała na tym, że uznano, że właśnie przeniesienie władzy na szczebel wspólnoty, czyli państwa, da postęp. Okazało się inaczej. Druga cecha może być przyjemniejsza sama w sobie. Otóż było duże bezpieczeństwo socjalne, które było odwrotną stroną medalu braku perspektyw gospodarczych. Na czym polegało to bezpieczeństwo socjalne? Nie było bezrobocia otwartego, bo było bezrobocie ukryte. Podstawowe środki do życia były tanie, ale były kolejki. Z kolei przedmioty trwałego użytku były bardzo drogie. W socjalizmie nie było konkurencji, i przedsiębiorstwa były jednocześnie ośrodkami pomocy socjalnej, więc nie było potrzeby istnienia specjalnego systemu osłony socjalnej, który istnieje w gospodarkach rynkowych współczesnego typu. I wreszcie po trzecie, to, z czym się wiąże istota państwa, a mianowicie prawo było bezprawiem. Było bezprawne prawo. Co to znaczy? To znaczy, że działania, które są istotą rozwoju, były przestępstwami w świetle socjalistycznego prawa. Dla rozwoju niezbędna jest prywatna przedsiębiorczość. Ale ona była uznawana za przestępczość. Tak jak opozycja polityczna, czyli przedstawianie alternatywnych programów, było uznawane za przestępstwo. Teraz popatrzmy, ile kosztował ten ustrój? Były ogromne koszty nieekonomiczne, które pominę. Życie w zakłamaniu, które się teraz jawi niektórym jako ideał, jest nieprzyjemne. Ale były ogromne koszty ekonomiczne - koszty straconego czasu. Każdy kraj socjalistyczny stracił bardzo wiele. Nie ma żadnego wyjątku. Weźmy Kubę i Chile. W roku 1950 Kuba miała 56% dochodu Chile. A w 2003 r. tylko 23%. Czyli dwa razy mniej. Polska i Hiszpania. W roku 1950 mniej więcej to samo, ale w roku 1992 Polska miała tylko 42% dochodu hiszpańskiego, tzn. Hiszpania o tyle szybciej się rozwijała. Szczególnie ciekawy przypadek to Chiny. W czasach maoizmu Chiny cofały się wobec bogatego Zachodu, a od końca lat 70. Chiny przyspieszają. Czy to wynika z faktu, że Chiny wynalazły lepszy socjalizm? Nie. To wynika z faktu, że Chiny przechodzą do kapitalizmu. Choć oficjalnie się do tego nie przyznają, i w oficjalnym języku mówi się dalej o socjalistycznej gospodarce wolnorynkowej. Ale de facto następuje tam masowa prywatyzacja rozpoczęta od prywatyzacji rolnictwa, dzięki czemu umożliwiono tworzenie quasi prywatnych pozarolniczych firm. Chiny się otworzyły na świat. Mają dziś 5-6 razy więcej inwestycji zagranicznych niż Indie i 5-6 razy więcej eksportują. Nie wszystko tam zrobiono, i to, czego nie zrobiono jest źródłem problemów, np. system bankowy. Banki mają gigantyczne starty, tylko ludzie o tym nie wiedzą. W każdym razie Chiny nie są wyjątkiem od reguły, że socjalizm przegrywa zawsze, i że trzeba się od niego oderwać, jeżeli chce się nadrabiać stracony czas. W wielkim skrócie omówię teraz doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej. Ogólny wniosek z wielu obserwacji jest taki - w ciągu krótkiego czasu narosły ogromne różnice zarówno pod względem ekonomicznym, jak i nieekonomicznym. Jeżeli za 100 weźmiemy poziom PKB w 1988 roku, to widzimy, że Polska osiągnęła największy przyrost (choć mogła osiągnąć więcej) 47%, a potem inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Jeżeli popatrzymy na Rosję czy Ukrainę, to widzimy, że dochód tam jest ciągle mniejszy, niż był w punkcie startu. Czyli ogromne zróżnicowanie, za tym się kryją różnice w warunkach życia milionów ludzi. Inflacja jest bardzo nieprzyjemna dla ludzi. To jest jak ze zdrowiem – jak jej nie ma, to nikt nie dostrzega problemu, ale jak się pojawia, to się go czuje. Wszystkie kraje obniżyły znacząco inflację. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej do najniższego poziomu, ale jest ona znacznie wyższa. Gdzie? Na Ukrainie, w Rosji, czyli w krajach, które osiągnęły znacznie gorsze wyniki we wzroście gospodarki. To wskazuje kolejny raz, jaką brednią jest wierzyć, że dzięki wyższej inflacji osiągnie się więcej dobrobytu. Będzie go mniej. Zagraniczne inwestycje bezpośrednie. Co to jest? To jest najcenniejsza forma napływu zewnętrznego kapitału, która polega na budowie przedsiębiorstw lub przejmowaniu w drodze prywatyzacji, lub kupowaniu istniejących przedsiębiorstw prywatnych. Dlaczego jest ona taka cenna? Dlatego że ona jest nośnikiem nowej wiedzy: organizacyjnej, technicznej - tego się nie wyczyta w podręcznikach. Dlatego, jak wiemy, wszystkie rozumne rządy starają się przyciągnąć takie inwestycje. Nawet bogate kraje: Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania. Dlatego jest interesujące, że narosły ogromne różnice w świecie postsocjalistycznym, jeżeli chodzi o napływ inwestycji zagranicznych w latach 1989-2005 na jednego mieszkańca. Kto jest w czołówce Europy Środkowowschodniej? Dwa kraje. Czechy i Estonia. Potem Węgry. Polska ma mniej więcej tyle, co Meksyk. Narosły także ogromne różnice w wynikach nieekonomicznych. Czasami się słyszy się, że „no lepiej żeby było mniej wzrostu, a za to będzie przyjemniej”, albo się osiągnie lepsze wyniki pozagospodarcze. To jest brednia - w świetle danych kraje, które osiągnęły lepsze wyniki we wzroście, osiągnęły także lepsze wyniki w zdrowotności, mniejsze nierówności dochodów, większą ochronę środowiska. Jeżeli gospodarkę wyzwala się spod politycznej kurateli, to pewne nierówności się zwiększają – to jest nieuchronne. Jakie? Jeżeli się daje możliwość wolnej przedsiębiorczości, to z przedsiębiorczością będą związane wyższe dochody. Dalej w socjalizmie, wykształcenie nie opłacało się - tak z ekonomicznego punktu widzenia – bo ludzie bardziej wykształceni nie zarabiali więcej niż ludzie mniej wykształceni. To się zmienia w gospodarce rynkowej. Więc nie ma co ubolewać nad tym, że nierówności rosną, trzeba widzieć z czego to wynika, i jak rosną. Jest nieprawdą, że w Polsce nierówności rekordowo wzrosły. Natomiast prawdą jest, że nierówności o wiele bardziej wzrosły w krajach, które się mniej zreformowały: w Rosji i na Ukrainie. Im mniej reform, tym więcej nierówności. Dlaczego? Bo tym mniej wolnej konkurencji, a więcej fortun związanych z powiązaniami politycznymi. A więc, jeżeli chce się mieć mniejszy przyrost nierówności, bardziej sprawiedliwe nierówności, trzeba reformować państwo i gospodarkę, a nie blokować. Socjalizm był bardzo niszczycielski dla środowiska. Dlaczego? Bo był marnotrawny. Bo zużywał wiele surowców i energii na jednostkę efektu. Co się zmieniło? Otóż zmieniło się bardzo wiele, ale w nierównym stopniu. Niektóre kraje przekształciły swoją gospodarkę w bardziej przyjazną środowisku, inne mniej. Dobrym miernikiem jest to, ile produktu krajowego brutto PKB, przypada na jedną jednostkę zużytej energii. Im więcej się wyprodukuje z jednej jednostki, tym lepiej. Otóż w Polsce się to wyraźnie poprawiło z 3 do 4,5. Jesteśmy na poziomie Korei Południowej – to nie jest źle. W innych krajach Europy Środkowowschodniej też nastąpiła poprawa Ale popatrzmy na Rosję - ogromnie energochłonna gospodarka w dalszym ciągu. Wniosek jest taki: nie można być rozumnym ekologiem będącym przeciw gospodarce rynkowej. Można mnożyć te dane, ale to nie zmienia generalnego wniosku. Po pierwsze, w krótkim czasie narosło ogromne zróżnicowanie w wynikach gospodarczych. A po drugie te kraje, które osiągnęły lepsze wyniki gospodarcze, osiągnęły także średnio lepsze wyniki pozagospodarcze. Więc mamy dwa pytania: Skąd się bierze takie zróżnicowanie wyników gospodarczych? Kraj, który miał na początku gorsze warunki startu musi osiągnąć z jakiejś perspektywy wolniejszy wzrost, bo jego gospodarka się bardziej załamuje. Np. Litwa jako kraj zdecydowanie mniejszy niż Polska, była bardziej uzależniona od dawnego Związku Radzieckiego, w związku z tym, gdy się ZSRR się rozpadło, to było bardziej kosztowne dla niej, i jej dochód narodowy spadł o 40%, a w Polsce tylko o kilkanaście procent. Ale różnice w warunkach początkowych działają tylko na krótką metę. Na dłuższą metę dochodzi do głosu inna siła – najważniejsza w świetle badań. Im więcej reform prorynkowych - dalej się odchodzi od socjalizmu - tym lepsze wyniki w gospodarce. Dlatego Litwa w ostatnich latach nas wyprzedziła, bo się szybciej zaczęła reformować. To co mówię jest podsumowaniem wielu badań. Te badania prowadzone niezależnie dochodzą do podobnego wniosku: Na krótką metę liczą się różnice w warunkach startu, na dłuższą metę im bardziej się zreformujesz, tym bardziej się rozwiniesz. A dlaczego jest tak, że kraje, które mają lepsze wyniki gospodarcze mają także lepsze wyniki pozagospodarcze. Mianowicie działają wspólne przyczyny. Jeżeli kraj ma się rozwijać gospodarczo, musi wprowadzić konkurencję i rynek, jeśli wprowadzi konkurencję i rynek, przedsiębiorstwa zaczynają działać oszczędnie, i przy okazji odetchnie środowisko. Ponadto jeżeli się przechodzi od państwa bezprawia do państwa prawa, to również legislacja ekologiczna zaczyna być egzekwowana. I to dodatkowo pomaga środowisku. Przedstawię teraz to, co się wydaje głównymi wnioskami, mającymi odniesienie, jak sądzę, do innych krajów, których warunki startu mogą być podobne. Myślę, że Kuba mając gospodarkę socjalistyczną, centralnie planowaną jest dostatecznie podobna. Więc po pierwsze bardzo ważny wniosek, że im więcej reform prorynkowych, tym lepsze wyniki gospodarcze i pozagospodarcze. Ci, co blokują reformy, szkodzą ludziom. Osłabiają wzrost, przyczyniają się do większego bezrobocia, choć przedstawiają się zwykle jako dobrodzieje. Najwięksi szkodnicy najwięcej deklamują, ze kochają ludzi. Po drugie, bywa tak, że jakiś kraj spóźnia się z reformami.. Ale jeśli zaczniemy później reformy i je bardzo przyspieszamy, to po pewnym czasie nastąpi przyspieszenie gospodarcze. Najlepszym przykładem jest chyba Armenia. Kraj, który ma bardzo trudne położenie geograficzne, odcięte od morza, ma dwóch wrogich sąsiadów: Turcję i Azerbejdżan. To kraj, który osiągnął w ostatnich latach, od 1999 roku fantastyczne wyniki gospodarcze; wzrost 10%, 13%, 14%, 10%, 14%. W Polsce 5 % jest szczytem marzeń. Oczywiście to tempo jest do pewnego stopnia skutkiem poprzedniego upadku, ale nie tylko. W Armenii dokonano to, czego nie zrobiono w praktycznie żadnym, z wyjątkiem Litwy, kraju Europy Środkowowschodniej - zdecydowanie zredukowano fiskalną obecność państwa w społeczeństwie. Relacja wydatków publicznych do PKB spada z 30 % do 17,7%. W Polsce ile jest? 44%. W Armenii można było zredukować podatki do 14 % PKB. To jest mniej więcej takie obciążenie fiskalne jak w azjatyckich tygrysach. Temu towarzyszył spadek inflacji. Jeżeli w sposób zdecydowany przyspieszy się reformy, i się je utrzyma, to po pewnym czasie otrzyma się przyspieszenie wzrostu. Na czym te reformy polegają? Są trzy zasadnicze dziedziny. Po pierwsze liberalizacja, czyli usuwanie politycznych ograniczeń. Przede wszystkim usunięcie barier tworzenia prywatnych przedsiębiorstw. Po drugie, przebudowa instytucji. To znaczy tworzenie nowych instytucji, których nie mogło być w socjalizmie, albo przekształcenie istniejących. A co nie mogło istnieć w socjalizmie? Np. giełdy papierów wartościowych. A co trzeba przekształcić? Przedsiębiorstwa, czyli sprywatyzować, tzn. odebrać władzę nad nimi politykom. Trzeba także przebudować instytucje publiczne. Sądy, wymiar sprawiedliwości, to jest niesłychanie ważne, by były one niezawisłe i fachowe. Instytucje muszą się tez nauczyć nowego prawa. Przedtem ścigało się spekulantów, a teraz trzeba ochraniać właścicieli prywatnych. Zupełnie inne zadanie. Po trzecie, żeby ceny były stabilne, czyli inflacja niska. Żeby nie groziło nam to, że finanse publiczne będą miały takie deficyty, że w rezultacie będą zagrożenia, kryzysy. Warto pamiętać: Liberalizację daje się zrobić szybko. Stabilizację makroekonomiczną też da się osiągnąć szybko, co więcej, to trzeba zwykle robić szybko, zwłaszcza, jeżeli jest wysoka inflacja. To tak jak pożar – pożaru nie gasi się powoli. Natomiast przebudowa instytucjonalna, choć też powinna być robiona szybko, nie da się jej zrobić tak szybko jak liberalizacji. Tu ludzie muszą się uczyć – i jest to bardziej czasochłonny proces. Ale nie jest to argument na to, aby robić to przez 20 lata. Ale trzeba się liczyć, że tu terapia „szokowa”, trwa 3 czy 4 lata. W Polsce staraliśmy się wprowadzić w pierwszym okresie reformy na szerokim froncie raczej szybko, niż wolno. Niekiedy to błędnie nazywano terapią szokową i ludzie się bali niepotrzebnie, bo szok się wiąże ze wstrząsem elektrycznym. Jakie są argumenty na rzecz takiej strategii? Wiele elementów jest ze sobą powiązanych. Np. jeżeli mają być wolne ceny, to musi być konkurencja. A żeby była konkurencja, to trzeba zrobić liberalizację tworzenia przedsiębiorstw i otworzyć się na świat. Wiele jest takich współzależności. Reformy gospodarki, która na starcie jest socjalistyczna są trudno niepodzielne. Trzeba robić wszystko. Po drugie, jeżeli następuje wyzwolenie, zwłaszcza jak jest niespodziewane, przez pewien czas jest euforia, która potem niechybnie przechodzi w frustrację. Ugrupowania poprzedniego systemu są jeszcze zdyskredytowane. A opozycja, jeśli istnieje, jeszcze się nie kłóci. Taki stan może trwać przez rok, półtora. W Polsce trwało półtora. I to jest dar historii. To jest nadzwyczajny czas. I ten nadzwyczajny czas się wykorzystuje w ten sposób, że się fachowo próbuje robić jak najwięcej reform. Oczywiście, żeby można było to robić, to trzeba być przygotowanym intelektualnie i organizacyjne. Trzeci argument jest z psychologii społecznej, a konkretnie z teorii dysonansu poznawczego. Wiadomo, że jeżeli ludzie nawet czegoś nie lubią, ale uznają zmianę za nieodwracalną, to po pewnym czasie ją zaakceptują. Więc im zmiany bardziej zdecydowane, wytwarzają z większą siłą postawy akceptujące. Liberalizacja to jest wyzwolenie ludzi działających w gospodarce. To nie jest technokratyczna zmiana, ale też głęboko moralna i społeczna, żeby ludzie byli wolni, żeby mogli realizować swoje życiowe plany. Ilu ludzi skrzywdzono w socjalizmie – oni chcieli być przedsiębiorcami, ale nie mogli. Mogli działać tylko w szarej strefie, ale to nie jest żadna przedsiębiorczość. A poza tym liberalizacja jest niesłychanie ważną dźwignią rozwoju. Teraz parę słów powiem o prywatyzacji. Z prywatyzacji łatwo się robi straszaka, ale to ten co blokuje prywatyzację szkodzi ludziom. Dlaczego szkodzi? Jeśli się wprowadza konkurencję, a nie prywatyzuje się danego przedsiębiorstwa, to jest tak, jak gdyby to przedsiębiorstwo było bokserem, którego jedną rękę zawiązuje się do tyłu, a on musi walczyć z bokserami, którzy maja dwie wolne ręce. Bo po prostu konkurenci prywatni są skuteczniejsi i lepiej zarządzani, niż państwowi. Polskim słuchaczom mogę przypomnieć, że było kiedyś takie przedsiębiorstwo Pewex. Ono się dobrze kojarzy. Nie wiem jak na Kubie się nazywa przedsiębiorstwo, gdzie kupuje się rzeczy za dolary. U nas banany się kupowało za dolary. To był luksus. Gumę do żucia, whiskey. Przedsiębiorstwo Pewex miało znakomita pozycję rynkową. Ono mogło się rozwijać, ale już go nie ma, bo nie było prywatyzowane. Trzeba pamiętać, że warunki do reform nie dojrzewają tak jak owoce w ogrodzie. To znaczy nie zawsze jest tak, że czekanie da efekt – to nie tak. Metafora biologiczna jest błędna. Trzeba wykorzystywać każdą okazję. Ale żeby wykorzystywać każdą okazję, to trzeba być gotowym, z programem i zespołem ludzi żeby wejść reformować szybko. I zakorzeniać reformy w taki sposób, żeby nie można było ich cofnąć. Np. wymienialność pieniądza jest bardzo ważna, bo ona nam sygnalizuje zagrożenia. Warto zawierać traktaty międzynarodowe, które oznaczają zakorzenienie reform np. uczestnictwo w Światowej Organizacji Handlu. Bardzo jest ważna rola mediów. W komunizmie media były kontrolowane. Co to znaczy? One nie pokazywały prawdziwych problemów, i wielu ludziom się wydawało, że tych problemów nie ma. Że nie ma nędzy, że nie ma przestępczości. Gdy się media wyzwala, co jest samą dobrą rzeczą, to na czym się one koncentrują? Na złych cechach nowej rzeczywistości. I wtedy wielu ludziom może się wydawać, że przestępczość czy bieda powstały dopiero po upadku socjalizmu. To jest zamazany obraz. Nie jest rozwiązaniem zachowanie cenzury, natomiast jest niezmiernie ważne – kształcenie dziennikarzy pod względem etyki dziennikarskiej, pod względem profesjonalizmu. To jest niesłychanie ważne i mam wrażenie, że wielu krajach posocjalistycznych zaniedbane. Reformy wywołują niezadowolenie I to jest prawda. Bo gdyby nie było niezadowolenia, to reformy byłyby dawno zrobione. Bo nie byłoby kłopotów. Z czego bierze się niezadowolenie? Jeżeli reformy ekonomiczne się udają, czyli przyśpieszają rozwój, to relatywna pozycja, czyli w porównaniu z innymi ludźmi, pewnych grup spada, a innych grup rośnie. Np. weźmy górników. Oni w Polsce za dawnego ustroju byli w porównaniu z innymi ludźmi wysoko wynagradzani i mieli duży prestiż. Dlaczego? Między innymi dlatego, że gospodarka socjalistyczna potrzebowała dużo węgla. A księgowi byli lekceważeni, bo w socjalizmie nie liczyło się kosztów. Co się dzieje jak się przechodzi z powodzeniem do gospodarki rynkowej? Relatywna pozycja górników się obniża, co nie znaczy, że się pogarsza w porównaniu z księgowymi, inżynierami czy przedsiębiorcami. Trzeba to zrozumieć, że w takich grupach nie może być entuzjastycznego poparcia dla reform. Relatywna pozycja księgowych czy inżynierów się poprawia. Ale oni są tak zajęci karierą zawodową, że za mało uczestniczą w życiu publicznym. W socjalizmie było dużo bezrobocia – było ono ukryte. Jak przechodzimy do gospodarki rynkowej to się pojawia otwarte bezrobocie. Z punktu widzenia indywidualnego człowieka lepiej być bezrobotnym w pracy, niż jawnie. Czy to są jednakże argumenty żeby nie robić reform? No oczywiście nie, bo po pierwsze bez reform kraj się może tylko staczać. A po drugie, jeśli będzie się staczać, to wszyscy będą niezadowoleni po pewnym czasie.. Czyli lepiej robić reformy umiejętnie oczywiście i zdecydowanie, licząc się z jakimś odcinkowym niezadowoleniem, niż nie robić i doprowadzić do tego, że wszyscy będą niezadowoleni.
|