Reformy wielkiej ściemy
José R. Cárdenas, Foreign Policy
Ogłoszenie władz reżimu Castro, że kubańscy obywatele będą mogli kupować i sprzedawać swoje własne mieszkania doprowadziło do wybuchu nieracjonalnego zachwytu, jakoby prawdziwe zmiany w końcu następowały na wyspie doktora Castro. „Że zmiany są duże to za mało powiedziane” – mówi rozmówca New York Timesa – „To jest podstawa, w ten sposób budowany jest kapitalizm, czyli poprzez wolny handel i prawo własności”. Rozmówca Reutersa jest równie entuzjastyczny: „Możliwość sprzedaży nieruchomości oznacza szybkie gromadzenie kapitału przez rodziny kubańskie… to znak, że władze odpuszczają”. A komentator z Christian Science Monitor pisze, że „to niesamowicie znaczące zmiany”. Ten optymizm jest bezpodstawny. W rzeczywistości wskazuje jak nisko zawieszono poprzeczkę dla oczekiwań Kubańczyków, którzy muszą zadowolić się zwykłymi ochłapami rzuconymi przez dyktaturę Castro. Gdyby uciszyć cały ten wrzask wokół reform, to wszystko, co zobaczymy nie będzie zbyt zachęcające. Nowy porządek ogranicza „własność” do jednego stałego mieszkania i jednego domku letniego (tak jakby przeciętny Kubańczyk był w stanie zapewnić sobie drugi dom); wszystkie transakcje muszą być zaaprobowane przez państwo; nie ma informacji, na jakiej podstawie otrzymuje się tytuł własności do nieruchomości, która albo została skonfiskowana prawowitym właścicielom i została wymieniona wielokrotnie na czarnym rynku, albo w której mieszka wiele rodzin, co jest typowe na Kubie z racji deficytu mieszkaniowego; przemysł budowlany jest wciąż kontrolowany przez państwo, a sam reżim przyznaje, że ten nowy porządek nie oznacza rezygnacji z wszechobecności państwa w gospodarce i polityce. Pomijając te wyzwania jest jeszcze rzecz fundamentalna, nie można tak po prostu wyczarować z powietrza prawa własności pozwalając tylko na handel. Prawo to musi zaistnieć jako wiarygodna, bezstronna, transparentna struktura, która chroniłaby własność, rozstrzygała spory, gwarantowała uczciwe transakcje i chroniła przed grabieżczą polityką państwa. Bez tego reforma to tylko szulerska gra, w której państwo rozdaje karty. A oto jak Raport na temat praw człowieka wydany przez Departament Stanu charakteryzuje kubański system sądowniczy: „Podczas gdy konstytucja uznaje niezależność sądownictwa, sądy podporządkowane są nakazom państwa socjalistycznego. Zgromadzenie Narodowe powołuje sędziów i może ich odwołać w każdej chwili. Poprzez Zgromadzenie Narodowe państwo ma prawie absolutną kontrolę nad sądami i ich orzeczeniami… Sądy cywilne, tak jak pozostałe, nie są niezależne i bezstronne i nie gwarantują wydajnych zasad procesowych”. Innymi słowy: możliwość „posiadania” własności, handlowania nią lub zbywania praw własności przez Kubańczyków będzie tolerowana przez państwo. Ale co państwo dało, może też odebrać. W rezultacie to, co każdy Kubańczyk będzie naprawdę posiadał, to kawałek papieru, na którym będzie napisane, że coś posiada. Celem nowej polityki własnościowej nie jest umacnianie społeczeństwa, a wyciągnie kubańsko-amerykańskich pieniędzy, które zasilą zbankrutowaną gospodarkę wyspy. Przeciętny Kubańczyk z wyspy jest zbyt biedny, by kupić lub wyremontować swoje zapuszczone mieszkanie, dlatego nadzieja jest w krewnych z Miami, którzy – jak ufa rząd, przekażą więcej gotówki niż dotychczas. Cynizm władz, które liczą na wsparcie kubańskiej gospodarki przez uchodźców z Kuby, nigdy nie był większy. Reżim Castro dostrzega coraz większe wzburzenie uciskanego i biednego społeczeństwa kubańskiego, które domaga się fundamentalnej zmiany, ale zamiast przeprowadzić radykalną operację, rząd przepisuje jedynie doraźne środki przeciwbólowe. Udawanie, że władze przekazują coraz więcej autonomii obywatelom to okrucieństwo, które jest bardziej odczuwalne pod wpływem dopingu z zagranicy. Źródło: http://shadow.foreignpolicy.com
|